Blog o piłce nożnej, którego autorem jest Kuba Godlewski.
Kategorie: Wszystkie | Premiership
RSS
poniedziałek, 09 maja 2011
Zemsta jest słodka

Jako kibic Manchesteru United nigdy nie zapomnę spotkania z Chelsea na Stamford Bridge, które zostało rozegrane 29. kwietnia 2006 roku. Do końca rozgrywek pozostały wówczas trzy kolejki. "The Blues" w pojedynku z "Czerwonymi Diabłami" mogli zapewnić sobie tytuł mistrzowski. I dokonali tego, pakując przyjezdnym trzy bramki (Gallas, Joe Cole, Carvalho), nie tracąc przy tym żadnej. To było jedyne spotkanie Manchesteru, którego z własnej woli nie obejrzałem do końca. Po utracie drugiego gola, widząc kompletną bezradność moich ulubieńców po prostu wyłączyłem telewizor. Nie byłem w stanie tego oglądać.

Dlatego wczorajsze zwycięstwo nad londyńczykami smakowało jeszcze lepiej. Co prawda chłopcy Fergusona mistrzostwa jeszcze nie zdobyli, ale wystarczy im już tylko jeden, naprawdę mały kroczek. Wygrywając, zmniejszyli szanse Chelsea niemal do zera, i w pięknym stylu zniszczyli ich marzenia . Tak, to zdecydowanie była nagroda za ten fatalny mecz z końca kwietnia 2006 roku.

Wczorajszym występem Manchester na tytuł na pewno zasłużył. W ekipie gospodarzy nie widać było słabych punktów. Kolejny wybitny mecz w bramce rozegrał Van der Sar (czy ktoś będzie w stanie go zastąpić?), dobrze zaprezentowała się cała linia defensywna. Ten mecz "Czerwone Diabły" wygrały jednak dzięki świetnej grze pomocników. Znów genialnie zagrał wiecznie młody Giggs (kolejna asysta w starciu z Chelsea), Carrick nie dał rozkręcić się rywalom, błyszczał także specjalista od ważnych meczów - Park. Na mnie jednak największe wrażenie zrobiła postawa Valencii, który bardzo szybko odzyskał formę bo feralnej kontuzji. Wczoraj na prawym skrzydle niemiłosiernie ogrywał Cole'a (to na pewno był on?), świetnie dogrywał, a gdyby jeszcze używał lewej nogi to i sam mógłby zdobyć bramkę. Rooney znów był wszędzie, a o rewelacyjnym Chicharito pisałem już oddzielną notkę.

To właśnie jego gol ułatwił zadanie gospodarzom. Meksykanin trafił w swoim stylu - wykorzystał swój spryt, szybkość i niesamowity strzelecki instynkt. W debiutanckim sezonie zdobył 20. bramkę, a Chelsea wbił już czwartą w piątym pojedynku! Gdyby jednak był bardziej skuteczny, wczoraj jeszcze raz pokonałby Cecha.

W zespole Ancelottiego szykuje się rewolucja. Sam Włoch posady raczej nie utrzyma, bo po sezonie, w którym zdobył mistrzostwo i Puchar Anglii, przyszedł sezon jałowy, zakończony bez żadnego trofeum. Kadra londyńczyków starzeje się, dlatego potrzebne są nowe twarze, które w lecie na pewno się na Stamford Bridge pokażą. Nie wiadomo jednak, komu zostanie powierzone zadanie doprowadzenia "The Blues" do sukcesów w następnych rozgrywkach...

piątek, 06 maja 2011
Mecz nad meczami

Jeszcze kilka tygodnie temu wydawało się, że to spotkanie będzie tylko formalnością, tak zwanym meczem o pietruszkę. Dziś jednak wiadomo, że w niedzielę na Old Trafford zostanie rozstrzygnięty wyścig o mistrzostwo kraju. Ranga tego pojedynku już od tygodnia elektryzuje całą Anglię.

Wszystko to dzięki Manchesterowi United, który w ostatnio nie zachwyca formą w ligowych rozgrywkach. Wygrał co prawda niedawno u siebie z Evertonem, ale wcześniej zaliczył niespodziewaną wpadkę w Newcastle (bezbramkowy remis), a także przegrał w ubiegłą niedzielę z walczącym już tylko o honor Arsenalem. "Czerwone Diabły" tym samym na własne życzenie skomplikowały swoją sytuację w tabeli, przedłużając tym samym nadzieje Chelsea na upragnioną obronę mistrzowskiego tytułu.

"The Blues" odzyskali formę i powoli skracali dystans do lidera. Niedawno nikt nie dawał im już żadnych szans na dogonienie Manchesteru, mówiono już o zwalnianiu Ancelottiego i kolejnej kadrowej rewolucji w lecie. Włoch na razie posadę utrzymał i ma ogromną szansę, aby ten nieudany sezon uratować rzutem na taśmę.

Przed startem rozgrywek Chelsea była faworytem do ich wygrania. Ancelotti wzmocnił drużyny wielkimi graczami, ale zdołał pozbyć się z niej wypalonych gwiazd (Ballack, Deco, Joe Cole), sprowadzając w ich miejsce zawodników niezwykle pożytecznych (dobry debiutancki sezon Ramiresa, Benayoun trapiony kontuzjami). "The Blues" szybko potwierdzili swoje mistrzowskie aspiracje pewnymi zwycięstwami na początku sezonu (piętnaście strzelonych bramek w trzech pierwszych meczach!). Wszystko układało się po ich myśli, kiedy nagle na Stamford Bridge przyjechał Sunderland i po fantastycznym występie pobił gopodarzy, wbijając im trzy gole, nie tracąc przy tym żadnego. Wtedy zaczął się ogromny kryzys formy. Po tej klęsce przyszła seria ośmiu spotkań, w których zaliczyli tylko jedno, skromne zwycięstwo nad Boltonem (trzy porażki, cztery remisy). Później nastąpiło przełamanie i od 15. stycznia londyńczycy przegrali tylko raz (u siebie z Liverpoolem).

Manchester miał być głównym rywalem Chelsea w walce o mistrzowski tytuł. Tak też było od początku rozgrywek, jednak "Czerwone Diabły" rozkręcały się bardzo powoli. Wzmocnione w lecie przez dwóch, wydawało się, anonimowych zawodników (Smalling, Chicharito) zwyciężały, ale nie zachwycały. Zawodziły przede wszystkim na wyjazdach, gdzie gubiły bardzo dużo punktów. Wdrapały się jednak na szczyt ligowej tabeli (po remisie "The Blues" z Newcastle) i okupują go do dziś. Zmianiała się tylko przewaga nad goniącą Manchester stawką. Przed pierwszym gwizdkiem niedzielnego pojedynku oba kluby dzielą zaledwie trzy punkty.

Faworytem meczu okrzykniętego już dawno "Bitwą o Anglię" jest zespół "Czerwonych Diabłów". Liderzy nie tylko nie przegrali żadnego spotkania na Old Trafford, ale dodatkowo mają nad rywalami przewagę psychologiczną, ponieważ nie jest to ich pierwsze starcie w tym sezonie. Mierzyli się już czterokrtonie, z czego trzy razy zwyciężali podopieczni Fergusona (3:1 o Tarczę Wspólnoty, 1:0 i 2:1 w Lidze Mistrzów), a tylko raz gracze Ancelottiego (2:1 w Premiership).

Szkocki menedżer liczy na zwycięstwo, które zapewni jego drużynie mistrzostwo. Wtóruje mu Giggs, który zapewnia, że Manchester bronić się nie ma zamiaru. John Terry z kolei odpowiada, że jest niezwykle zdeterminowany, aby znów wygrać ligę. Ancelotti natomiast po raz kolejny stoi przed trudnym wyborem - postawić w ataku na Drogbę, czy Torresa? Obaj w pierwszej linii nie wystąpią, bo w poprzednich meczach nie wyglądało to najlepiej. Za to Ferguson po środowym awansie do finału Ligi Mistrzów ma problem bogactwa - wszyscy jego zawodnicy są zdrowi, kilku w środku tygodnia nie grała, a ci, którzy wystąpili, zaprezentowali się z dobrej strony.

Sędzią głównym niedzielnego spotkania będzie dobrze znany Howard Webb - arbiter kontrowersyjny, nie bojący się podejmować odważnych decyzji. Miejmy nadzieję, że to nie on będzie bohaterem pojedynku rozstrzygającego mistrzostwo Anglii. Rok temu, mniej więcej o tej samej porze, te drużyny spotkały się ze sobą, również na Old Trafford. Wtedy także stawką był tytuł. Zwyciężyła Chelsea, jednak po spotkaniu pozostał ogromny niesmak, ponieważ druga bramka dla londyńczyków padła po bardzo wyraźnym spalonym. Dlatego wszyscy liczą, że w niedzielę wygra zespół lepszy i nie będzie do tego potrzebował pomocy sędziów...

czwartek, 05 maja 2011
Finał piłkarskich marzeń

Manchester United, grając na pół gwizdka, nie miał wczoraj najmniejszych problemów z pokonaniem na własnm boisku Schalke. "Czerwone Diabły" dołączyły tym samym do Barcelony, z którą 28. maja rozegrają finał marzeń na Wembley. Na razie jednak muszą skupić się na niedzielnym pojedynku z Chelsea, który najprawdopodobniej rozstrzygnie walkę o mistrzostwo Anglii.

Manchester miał na swoim koncie dwubramkową zaliczkę ze spotkania w Gelsenkirchen, jednak goście otwarcie zapowiadali walkę do końca, mając jednocześnie nadzieję, że bardziej utytułowany rywal ich zlekceważy. Ferguson posadził na trybunach Rooneya i Ferdinanda, a obok siebie na ławce Giggsa, Evrę i Vidicia. W wyjściowym składzie postawił w obronie na niedoświadczonego w europejskich bojach Smallinga oraz Evansa, który tego sezonu na pewno nie zaliczy do udanych. Szkot po raz kolejny udowodnił, że ufa swoim piłkarzom. I znów się nie pomylił. Defensywa zagrała na najwyższym poziomie, grający coraz lepiej po wyleczeniu kontuzji Valencia szalał na prawym skrzydle, zaatakowany niedawno werbalnie przez własnych kibiców Gibson przez cały mecz ciągnął zespół do przodu, a strzelec dwóch bramek Anderson rozegrał najlepsze spotkanie w swojej karierze na Old Trafford.

Zawodnicy Schalke, tak jak zapowiadali, walkę podjęli. Od początku zaatakowali gospodarzy pressingiem, jednak sytuacji pod bramkową Van der Sara (dlaczego już musi odchodzić na emeryturę?) nie potrafili sobie stworzyć. Szybko jakiekolwiek marzenia z głowy wybili im Valencia (co za asysta Gibsona!) oraz... Neuer, który zawalił drugą bramkę. Na nic nie zdała się szybko zdobyty gol kontaktowy. W drugiej połowie znów rządzili gospodarze, z rewelacyjnym Andersonem na czele. Niemców stać było jeszcze na pojedyncze, nieśmiałe zrywy w końcówce spotkania, kiedy "Czerwone Diabły" myślały już tylko o niedzielnym pojedynku z Chelsea.

Przed meczem o mistrzostwo Ferguson ma z pewnością niemały ból głowy. Wczoraj paru jego podopiecznych dało mu wuraźny sygnał, że z chęcią pojawiliby się na placu boju. Podobnie z resztą będzie w finale z Barceloną. Obie drużyny będą mogły wystawić najsilniejsze "jedenastki" (odpukać ewentualne kontuzje). Już dziś, 23 dni przed tym meczem, rozpoczyna się wojna psychologiczna. Ferguson zapewnia, że są w stanie ograć hiszpańskiego giganta, a Xavi obwołuje Manchesterer faworytem finałowego starcia.Jedno jest pewne - to nie będzie zupełnie inny mecz, niż ten z roku 2009...

niedziela, 01 maja 2011
Wyścig trwa

Aaron Ramsey, zastępujący w wyjściowym składzie kontuzjowanego Cesca Fabregasa, swoim precyzyjnym strzałem przedłużył wyścig o mistrzostwo Anglii. Dzięki trafieniu młodego Walijczyka londyńska Chelsea zachowała szanse na uratowanie, wydawałoby się, straconego już sezonu.

Arsenal z marzeniami o tytule pożegnał się tydzień temu, kiedy z Reebok Stadium nie wywiózł nawet punktu. Media zaczęły zastanawiać się, czy Arsene Wenger jest w stanie zapewnić klubowi sukcesy, zaczęto również przebąkiwać o rewolucji po zakończeniu obecnych rozgrywek. Francuz zachował zimną krew i przygotował swój zespół na bardzo ważny mecz z Manchesterem United, po którym "Czerwone Diabły" mogłyby, w przypadku zwycięstwa, położyć jedną rękę na pucharze.

Dziś górą byli jednak "Kanonierzy". Na ostatnim treningu przed tym spotkaniem urazu doznał Fabregas, który poczynania kolegów musiał oglądać z wysokości trybun. Zastąpił go 21-letni Ramsey, który zdobył jedynego gola. Było to jego pierwsze trafienie od piętnastu miesięcy. Razem z Songiemi Wilsherem zdominował dziś środek pola. Manchester nie mógł dziś dobrze rozwinąć skrzydeł, przez co nie był w stanie wypracować czystych sytuacji podbramkowych. Świetnie na bokach obrony spisali się Sagna i Clichy, przy których nie mogli rozpędzić się ani Nani, ani Park, ani też wprowadzony po przerwie Valencia. Arsenal wielkiego meczu nie grał, ale "Kanonierzy" byli tego dnia bardzo skoncentrowani i konsekwetni, a przede wszystkim strzelili o jedną bramkę więcej...

W zespole gości zawiedli przede wszystkim Nani (od kilku dobrych spotkań kompletnie bez formy) oraz Rooney, który nie prezentował się tak dobrze, jak w poprzednich meczach. Brakowało "Czerwonym Diabłom" pomysłu na rozegranie akcji, a także zaangażowania. Pochwalić można jedynie Fabio, który w defensywie zaprezentował się z całkiem niezłej strony, a w ofensywie narobił trochę zamieszania (świetna akcja w pierwszej połowie).

Manchester United tą porażką skomplikował sobie drogę po 19. tytuł. Dzięki wczorajszej wygranej, Chelsea zbliżyła się do lidera na odległość trzech punktów. Oba zespoły mają taki sam bilans bramkowy. Bez zająknięcia można więc powiedzieć, że losy mistrzostwa rozstrzygną się na Old Trafford. Zwycięzca tego pojedynku zgarnie wszystko...

sobota, 30 kwietnia 2011
Derby pod znakiem kontrowersji

Jak mogą czuć się piłkarze Tottenhamu, którzy mimo, że na zwycięstwo na Stamford Bridge nie zasługiwali, zostali z potencjalnych trzech punktów okradzeni przez popełniających dwa koszmarne błędy sędziów?

Zawodnicy obu druźyn już powoli szykowali się do zejścia z murawy, kiedy na strzał z dystansu zdecydował się Frank Lampard. Wydawało się, że piłka bezpiecznie zmierza w ręce Heurelho Gomesa. Brazylijczyk jest jednak jednym z najbardziej nieprzewidywalnych bramkarzy angielskiej ekstraklasy. Wcześniej popisał się piękną paradą po strzela głową jednego z graczy gospodarzy, jednak w 45. minucie był już myślami w szatni. Futbolówka wymknęła mu się z rąk i prześlizgnęła przez nogi.  Gomes rzucił się za nią w akcie rozpaczy i, oglądając mecz na żywo, wydawało się, że było już za późno. Sędzia liniowy (wyraźnie spóźniony) udał się w stronę środka boiska. Arbiter główny gola uznał. Powtórki pokazały jednak, że piłka całym obwodem linii bramkowej nie przekroczyła. Do przerwy zatem Chelsea remisowała.

Przez sporą część pierwszej połowy musiała jednak gonić wynik, ponieważ strzałem życia pokonał Petra Cecha Brazylijczyk Sandro. Były piłkarz Internacionalu przez większość sezonu nie mieścił się w meczowej kadrze Tottenhamu, ale po świetnych występach przeciwko AC Milan zadomowił się w niej na dobre. Dziś to on tworzył środek pomocy razem z Luką Modriciem, a wspomagał ich również cofający się Van der Vaart. To jednak nie był wielki mecz Tottenhamu. Znów nie błyszczał Gareth Bale, kompletnie niewidoczny był Aaron Lennon. To nie było najlepsze spotkanie w ich wykonaniu, ale do przerwy powinni prowadzić. Powinni, ale zostali okradzeni.

Sędzia nie popisał także przy drugim golu gospodarzy. Piłka w 89. minucie szczęśliwie znalazła się pod nogami Salomona Kalou (zastąpił aktywnego dziś Torresa), a ten bez najmniejszego trudu wpakował ją do siatki. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że stał na dość wyraźnym spalonym. Chwilę później mecz się zakończył, Chelsea cieszyła się z przedłużenia szans na zdobycie mistrzostwa, a Tottenham chyba ostatecznie odpadł z wyścigu o Ligę Mistrzów.

Harry Redknapp przed kamerami SkySports apelował o wprowadzenie powtórek wideo, a Carlo Ancelotti napawał się szczęśliwą wygraną. Włoski trener jutro będzie z całej siły ściskał kciuki za Arsenal, który na Emirates będzie za wszelką cenę chciał ugrać komplet punktów z Manchesterem United.

 
1 , 2